Mt 8, 18-22
To jeden z tych dni, które są „pomiędzy”. Czerwiec jeszcze się nie skończył, ale wakacje już się zaczęły. Niby poniedziałek, jak każdy inny. Niektórzy jak zwykle pędzą do pracy, inni może pierwszy raz od dawna nie ustawiają budzika. Jedni planują, gdzie wyjadą, drudzy zostają w tym samym miejscu, ale z nadzieją, że coś się w nich ruszy.
A dzisiejsza Ewangelia? Trudna, niebanalna, a momentami może nawet zniechęcająca. Jezus mówi rzeczy, których nie da się zmiękczyć. To słowo nie daje komfortu czy gwarancji. Daje coś innego: tajemnicze zaproszenie. Można w tej tajemnicy dostrzec nutę adrenaliny, z domieszką szaleństwa. Takiego, które budzi w człowieku tęsknotę, by rzucić się w coś większego niż plan dnia i święty spokój.
To słowo mocno mnie dziś porusza. Może poruszy też Ciebie.

BEZPIECZEŃSTWO, KTÓRE ZAMYKA W KLATCE
Dzisiaj Jezus nie mówi do tłumów. Mówi do tych, którzy chcą iść za Nim, a właściwie to do tych, którzy myślą, że chcą. Jezus nie robi im prezentacji benefitów uczniostwa. Nie zaprasza do bezpiecznej i wygodnej wspólnoty. Nie daje gwarancji stałego zatrudnienia w Królestwie Niebieskim z pakietem socjalnym oraz opcją pracy zdalnej. Mówi: „Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł położyć.”
I wtedy ja sam zatrzymuję się, bo we mnie też jest ten głos i pragnienie:
„Panie, pójdę za Tobą… tylko daj mi się przygotować. Tylko pozwól mi jeszcze domknąć parę rzeczy. Tylko nie burz tego, co daje mi poczucie kontroli.”
Ale Jezus odpowiada stanowczo. Nie odmawia, ale pokazuje kierunek, który burzy nasze schematy: „Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych”.
Nie chodzi o brak szacunku. Chodzi o wolność, o decyzję, że to On ma być fundamentem, a pójście za Nim nie jest dodatkiem do życia — ono staje się nowym życiem. Ja natomiast mam zbyt często życie poukładane do tego stopnia, że Bóg ma się gdzieś „zmieścić”.
ILE KOSZTUJE WOLNOŚĆ?
To nie jest tania Ewangelia, a Mistrz nie owija w bawełnę. Ja też nie mogę.
Bo dziś wielu chce iść za Nim… ale na własnych zasadach: bezpiecznie, komfortowo, w zgodzie z trendami, które tak na prawdę trzymają nas na smyczy i często zniewalają, ograniczając spojrzenie na rzeczywistość.
A On mówi: zostaw. Zostaw, jeśli chcesz naprawdę żyć. Bezpieczeństwo to jedno z najgłębszych ludzkich pragnień, ale może też być jedną z naszych największych iluzji. Gdzie dzisiaj szukam bezpieczeństwa? W pieniądzach? W kontrolowaniu relacji? W planowaniu wszystkiego z dokładnością do trzech lat w przód? W tym, co „wszyscy robią”?
Wszystko to daje tylko pozory bezpieczeństwa. Prawdziwe zaczyna się tam, gdzie jestem gotów iść, nie wiedząc, gdzie położę głowę, bo wiem, na Kim się opieram.
PRAWDA O TYM, CO MIĘDZY NAMI
To nie radykalizm dla radykalizmu. To również nie jest teatr, czy odcięcie się od świata.
To zaproszenie do relacji, która naprawdę staje się fundamentem. Dopóki Jezus jest tylko kimś, kogo podziwiam, szanuję, a nawet kocham „po swojemu”, to nic się nie zmieni.
Natomiast kiedy uznam Go za Tego, na którym opieram moje „wszystko” — coś pęka.
I zaczynam doświadczać, że to, co zostawiam, wcale nie było tak bezpieczne, jak mi się wydawało. A to, co zyskuję, jest więcej niż ubezpieczeniem.
To pokój, który nie zależy od sytuacji.
To wolność, która nie boi się nawet śmierci.
To zaufanie, które pozwala spać bez dachu nad głową, bo jestem w Jego rękach.
POMIMO BURZ, ON JEST
Znam ciąg dalszy tej Ewangelii. Za chwilę będą burze, będzie także „idzcie i odpocznijcie nieco”, będzie wspólnota, będzie misja i powroty.
Bóg nie żąda ode mnie wiecznego spania na kamieniu. Ale dzisiaj pyta o moją gotowość.
Nie gotowość na wszystko. Gotowość na Jego wszystko.
Bo to, co daje, jest zawsze większe niż to, co zostawiam.
I choć scenariusze z Nim bywają wymagające, nie wyobrażam sobie piękniejszych. Dalej daję się zaskakiwać Jego propozycjom.
___
Fot. unsplash.com

